Resursa fabryczna

   Czym byłoby miasto fabryczne bez reprezentacyjnego budynku, w którym odbywałyby się wszelkie rauty, bale, koncerty i przedstawienia teatralne? Tak bogato urządzonego budynku o funkcji publicznej nie było w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Nic dziwnego, że zjeżdżali tu wszyscy okoliczni ziemianie, by powydawać swoje córki za wysokich urzędników fabrycznych. A przy okazji można było pograć w bilard lub karty ku rozpaczy małżonek. Sala balowa była urządzona z przepychem godnym warszawskich salonów. Na wyższej kondygnacji znajdował się balkon dla orkiestry. Wydzielona była również scena teatralna.

   Resursa nie służyła tylko zabawie, na co dzień udostępniały swoje zbiory biblioteka i czytelnia, które zawierały literaturę fachową związaną z przemysłem lniarskim. Uruchomiono je jednak dużo później, aż 25 lat po wybudowaniu resursy. W tym samym czasie resursę rozbudowano w części północnej. Wówczas powstała również pobliska kręgielnia, która pierwotnie znajdowała się w drewnianym budynku na tyłach resursy. Gra w kręgle była tak popularna, że postanowiono zastąpić ją budynkiem murowanym, obok resursy. Niestety nie zachował się jej oryginalny wystrój, można za to obejrzeć tu wystawę historii Żyrardowa.

   Niestety obie wojny nie obeszły się z resursą łaskawie, wnętrza zostały zniszczone już podczas pierwszej z nich, a późniejsze remonty nie przywróciły resursie pierwotnego blasku.  Budynek nadal jednak był użytkowany w celach reprezentacyjnych i kulturalnych. Dopiero w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku zrekonstruowano salę balową. Budynek został też wpisany do rejestru zabytków. Należał jednak do Zakładów Przemysłu Lniarskiego, który nie miał żadnego interesu w prowadzeniu instytucji kulturalnej. Dopiero w 2001 roku, kiedy to przejęło resursę miasto, zaczęto poważnie myśleć o należytej opiece nad zabytkiem. Nie było na to jednak odpowiednich funduszy. Znalazły się dopiero w 2009r. dzięki Unii Europejskiej. Obecnie znajduje się w końcowej fazie remontu, podczas którego przywrócono jej świetność z początku dwudziestego wieku. Niedawno powstała specjalna strona resursy, na której można przeczytać dużo na temat jej historii, obejrzeć galerię zdjęć starego Żyrardowa, wreszcie obejrzeć filmy dokumentujące jej stan sprzed remontu. Nie mogę się doczekać, kiedy obejrzę jej wnętrza na własne oczy.

Źródła: Wikipedia, Strona Resursy, Strona miasta

Apdejt: Kilka nowych fotek z wnętrzami resursy na fejsbuku.

Dworzec kolejowy w Żyrardowie


To chyba najbardziej znany budynek Żyrardowa, dla wielu Polaków - niestety jedyny, mijany w przelocie koleją. Niewątpliwie jeden z piękniejszych dworców tzw. "Wiedenki", obok dworca w Grodzisku Mazowieckim, Pruszkowie i ostatnio remontowanym Radziwiłłowie (ich twórcą był ten sam architekt). Nie wszyscy wiedzą, ale nie jest to pierwszy dworzec w tym miejscu. Wcześniej znajdował się tu inny, ceglany. Został zniszczony podczas pierwszej wojny światowej, ale już przedtem nie sprawiał dobrego wrażenia. Zapuszczona stacyjka po drodze do Warszawy czy Łodzi, zdecydowanie nie była wizytówką miasta, choć podkreślała jego fabryczno-robotniczy rodowód.

   Obecną dworkową formę budynek otrzymał na początku dwudziestego wieku. Zaprojektował go znany łódzki architekt Romuald Miller. W tamtych czasach modny był historyzm, powrót do polskich korzeni, architekci często wykorzystywali detale i formy szlacheckiej zabudowy sprzed wieków. Pierwotnie dworzec kryty był dachówką ceramiczną, potem z oszczędności pokryto go blachą. Niestety podczas ostatniego remontu nie przywrócono dachówki, a szkoda.    W latach trzydziestych dobudowano charakterystyczną wiatę nad peronem (która najprawdopodobniej zostanie wyburzona podczas zbliżającego się remontu) i przejście podziemne. Obecnie przed dworcem parkują taksówki, tuż obok jest przystanek dla pksów i innych busików podmiejskich. Przystanek komunikacji miejskiej jest oddalony o dobre klikaset metrów (o ile mi wiadomo kiedyś był przed dworcem, ale został przeniesiony - kolejna decyzja bez sensu). Więcej o historii dworca można poczytać na stronie Muzeum Mazowsza.

   Warto odwiedzić wnętrze. Najbardziej przypadły mi do gustu stare piece kaflowe, ściany mimo szpetnych kolorów mają wiele ciekawych detali pod sufitem. Prócz byle jakich sklepów znajduje się tu mała perełka, antykwariat. Można tu wyszperać ciekawe pozycje, niedostępne od dawna w zwykłych księgarniach. 
   Informacje dla podróżników: kasy są trzy, najczęściej wszystkie otwarte. Panie w kasach są miłe i uczynne. Do Żyrardowa z Warszawy najszybciej dojedzie się TLK, ale niewiele krócej pociągiem Kolei Mazowieckich z Dworca Śródmieście. W rejonie dworca działa darmowe wifi, ale trzeba się najpierw zarejestrować (przeglądarka automatycznie się przekierowuje na odpowiednią stronę). Przy wyjściu z peronu kiedyś był panel dotykowy z informacjami nt Żyrardowa, ale niewygodnie się z niego korzystało. 

Pałac Dittricha

 Powstanie pałacu zawdzięczamy synowi niemieckiego fabrykanta, który wraz z Karolem Hielle rozbudował fabrykę lnu w Żyrardowie. Karol Dittrich jr przejął od ojca kierownictwo fabryki na przełomie lat 70 i 80. Absolwent Drezdeńskiej Politechniki potrzebował godnej siedziby do przyjmowania znamienitych gości z całej Europy. To własnie jemu, a nie ojcu przypisuje się lata świetności miasta pod każdym względem, również kulturalnym. Budowa pałacu zakończyła się w 1890 roku. Stylowo eklektyczny, jednak przede wszystkim wzorowany na renesansie francuskim. Trochę przypomina mi zamek w Villandry. Dziś na tarasie w części ogrodowej odbywają się koncerty, a w samym pałacu mieści się się Muzeum Mazowsza Zachodniego.
  Dzięki fantazyjnie kutym ogrodzeniom, bramom wejściowym do parku oraz koronce na dachu - pałac może trochę kojarzyć się z secesją. Warto wejść do środka i za niewielką opłatą zwiedzić wnętrza. Mnie osobiście najbardziej zachwyciły kasetonowe sufity w pokojach na parterze. Do tego stopnia, że oglądałam je zamiast wystawy malarstwa. Prócz sufitów na przeciwko wejścia odnajdziemy ogromną panoramę Żyrardowa z końca XIX wieku, czyli jeszcze sprzed budowy kościoła przy rynku. Jest na niej wiele budynków, które nie dotrwały do dzisiejszych czasów. Zwłaszcza kominy pojedynczych zakładów, których naliczyłam dziesięć. W muzeum warto spytać o grę o Żyrardowie, przy okazji zabawy można się wiele dowiedzieć o całej osadzie fabrycznej.
Dzięki przepływającej obok rzece Pisi - udało się stworzyć park w stylu angielskim z malowniczymi sadzawkami i sztucznymi kaskadami. Na jednym z brzegów postawiono altanę. Nie wiem na ile jest ona kopią pierwowzoru i czy takowy rzeczywiście istniał, ale jest z niej piękny widok na staw. Warto się przejść po parku, bowiem na jego terenie znajduje się wiele starych drzew wielu egzotycznych jak i rodzimych gatunków. Niestety część platanów wycięto po wojnie, ponieważ nie znano ich natury i sądzono, że są chore (odpadająca kora). Niedawno poprowadzono tu ścieżkę przyrodniczą. Każde wartościowe drzewo jest opisane na tabliczce i zaznaczone na mapie. Mapy znajdują się w pobliżu wejść do parku.  
Okolica pałacu Dittricha jest piękna pod każdym względem, nawet kosze do śmieci są wykonane wg odrębnego projektu. Mnie najbardziej urzekł zadaszony mostek nad odnogą Pisi. To idealne miejsce na wyznania miłości, dozgonne przysięgi i robienie zdjęć retro rowerom miejskim - nieprzypadkowo, w końcu to czasy gdy narodził się pierwszy velocyped. To nie jedyny most w parku, drugim wyjdziemy z parku w jego zachodnio-północnej części. Tamtędy również przebiega ścieżka rowerowa, dlatego należy nieco w tym miejscu uważać. Poza tym miejscem po parku rower można tylko prowadzić.

Strony

Podziel się

Technologia Blogger.